niedziela, 27 czerwca 2010

Rozdział 6 - cd.

... miałam czas, aby zebrać myśli . Cały czas dręczyło mnie, czego oni chcą . Nie miałam pojęcia, ale wiedziałam, że nie uciekne, byłam zbyt słaba . Siedziałam, tak sama , myślałam o tym, że w końcu muszę poznać jakiś ludzi, Oliver leży w szpitalu .. nie chce cały czas przebywać sama . Gdy siedziałam tak w ciszy, poczułam lekki podmuch wiatru, do pomieszczenia wszedł mężczyzna w masce klauna,
pewnie chciał ukryc twarz, ale to wyglądało dziwnie . Rozwiązał mnie, wziął tacę i wyszedł. Wrócił po mniej więcej
10 minutach, kazał mi usiąść na krzesło i słuchać. Zaczął mówić coś o moim ojcu, słuchałam go ze skupieniem.
Okazało się, że tata miał dług na 500 000 zł, byłam oszołomiona.

- ale czego chcecie ode mnie ? . - zapytałam niepewnie .

Odppowiedziała mi tylko cisza . Nagle usłyszałam wielki hałas i krzyk, drzwi od pomieszczenia w którym się znajodwałam
otworzyły się, po czym padł strzał.

- Uciekaj !. - krzyknął nieznajomy mężczyzna .

Nie zastanawiałam się długo co robić, natychmiast ruszyłam z krzesła i wybiegłam z budynku, znałam te okolice,
to niedaleko szkoły, ruszyłam szybko do domu, nie zastałam mamy, lecz drzwi były otwarte .
Pomyślałam, że wyszła do sklepu, i miałam rację , po chwili mama weszła z zakupami.

- Gdzie Ty się podziewałaś ? - zapytała szorstko .

- no pisałam Ci, że ide do Oliego . - burknęłam , - ah, no i telefon mi wypadł na ulicę , i został zgnieobicony .

Nie brzmiało to zbyt wiarygodnie, ale mama nie wnikała głebiej .

- Idę odrobić lekcje . - burknęłam .

Powoli i nie chętnie weszłam do swojeg pokoju, po czym delikatnie rzucilam się na łóżko .
Rozmyślając nad tym wszystkim, przeszkodził mi głośny głos nadjeżdżającej ciężarówki, to nowi sąsiedzi, wprowadzają
się do domu obok . Ale mnie to teraz nie obchodziło, miałam ważniejsze problemy. Zastanawiałam się czy mam powiedzieć
to mamie , chyba lepiej jej nie martwić. Przez cały wieczór nie wychodziłam z pokoju, nie miałam jakoś ochoty jeść kolacji .

- Shelly ! , - krzczała mama , - wychodzimy dalej . !
- Nie chce nigdzie iść . !
- Nie marudź , - skarciła mnie, - idziemy do nowych sąsiadów, mają córkę w Twoim wieku, - chodź. !
- Dooobra, zaraaaz zeejdę. !

Podniosłam się z łóżka, i podeszłam o szafy by przejżeć garderobe . Ubrałamą białe rurki, szarą bluzke, szare trampki,
a włosy związałam w luźną kitkę . Zeszłam do mamy i dałam znak, że możemy wychodzić, w reku miała talerz domowych ciastek .

- Dobrze, że to obok . - rozmyślałam na głos .

Gdy mama zadzwoniła do drzwi, otworzyła je Tasha, córka państwa Leidse .

- Witaj ! , - powiedziała radośnie mama .

- Dzień dobry, mama mówiła, że przyjdziecie. - wskazała ręką w strone salonu .

Weszłam rozglądając sie do okoła . Całkiem tu przytulnie . Usiadłysmy do zastawionego stołu, pełnego pyszności .

_ A więc przyjechaliście z Hasmidu ta , ? - delikatnie zaczęła temat mama .

- Tak, mąż dostał tu dobrą pracę , - odpowiedziała pani Leidse , - Tasha, zabierz Shelly do pokoju .

- Dobrze, chodź .

Razem odeszłyśmy od stołu, po czym udałysmy się do pokoju obok . Usiadłam się, na dmuchanym fotelu, całkiem
wygodnym , i wbiłam wzrok w zdjęcia stojące na komodzie . Dziewczyna nie była zbyt rozmowna ..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz